Kilka faktów z życia biegowego #2

42195

Ukończyć maraton, to cel na ten rok. Był bardzo realny. Niemal pewny. Do momentu, w którym, na dwa tygodnie przed planowanym startem, zaatakowała grypa. Kiedy zwalczyłem chorobę i jako tako doszedłem do siebie, do poznańskiego maratonu pozostał tydzień, który poświęciłem na kilka lekkich treningów. Bieg na dystansie maratońskim odpuściłem. Nie czułem się na siłach. Postanowiłem jednak pobiec półmaraton. Na własnych warunkach. W pięknych okolicznościach przyrody. Na trasie wiodącej przez kotlańskie lasy.

Half

Półmaraton ukończyłem z czasem… Mniejsza o czas. Ważne, że podjąłem wyzwanie i je ukończyłem. Nie chciałem się skazywać na klęskę i to tuż po tym jak wróciłem do biegania. Nie przyzwyczajać się do porażek, nie szukać wymówek, lekko przycisnąć, wyjść poza strefę komfortu, powalczyć, ponakurwiać. To chyba najważniejszy cel tego roku.

Jedlina

Zaraz po tym jak ukończyłem swój pierwszy półmaraton od czasów Biegania 1.0, zapragnąłem wystartować w kolejnym. Przypomniałem sobie o imprezie biegowej, w której nie raz chciałem wystartować, o Zimowym Półmaratonie Górskim Jedlina-Zdrój. Start odbędzie się w pierwszej połowie lutego. Mam sporo czasu na przygotowanie. Chciałbym ukończyć bieg z czasem poniżej dwóch godzin.

Waga

Sukcesywnie spada, ale nie tak szybko jak zakładałem. Planowane zejście do 85 kg na koniec tego roku nie jest realne, chyba że zacznę się głodzić, stosując jakąś hardcorową dietę. Lubię zjeść i nie chcę się bardzo ograniczać. Nie jestem gotowy na takie wyrzeczenia. Krok po kroku i powoli spalę zbędne sadło.

Kiedy nie uprawiam ogrodu, to kręcę korbą, nakurwiam z aparatem po leśnych ostępach albo uganiam się po nich z kompasem i mapą. Gubię się w górach po to, aby odnaleźć się kilka dni później. Zarywam noce przy dobrej książce. Czasami odsypiam je w namiocie rozbitym gdzieś w lesie albo na brzegu rzeki.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *