Tag: zima

W oczekiwaniu na magię

W oczekiwaniu na magię

Jeszcze nie ma jej w kalendarzu. Nawet za oknem jej nie ma, a jednak niedługo przyjdzie. Czuć ją w mroźnym powietrzu wdychanym w drodze do stolarni, chrzęści pod stopami lekkim przymrozkiem na leśnej ściółce. Widać ją w szarawym ubarwieniu saren, które teraz chętniej odwiedzają nasz ogród i stołują się resztkami smakołyków. Czuć w smaku żurawiny, która lekko przemrożona stała się słodsza. Jest obecna w jarmużu, który zmiękł pod jej wpływem. Jest już w ozdobach, choinkach i opakowaniach prezentów. Jest w nartach przyniesionych już z piwnicy i w nasmarowanych sankach.

To wszystko znaczy, że już za chwilę pojawi się w pełnej krasie, ze swoim białym puchem, bajkowymi obrazami na szybach. Zaskrzy się drobinkami lodu i zawiśnie soplami na drzwiach stolarni. Znowu nas zaskoczy, czasem brakiem prądu, czasem zawianą śniegiem drogą ze stolarni do paczkomatu, a czasem szronem na nieobrobionych deskach.

I prawdę mówiąc, nie możemy się doczekać, żeby już przyszła i żeby była prawdziwa, siarczysta, biała. Nic nie może się równać przyjemności drewna w kominku, grzanego wina z goździkami i domowego bigosu mieszanego drewnianą łyżką. Zimą spotkania z przyjaciółmi smakują specjalnie. Zapach świec owiniętych w korę, świeży placek drożdżowy stygnący na drewnianej desce w kuchni i uśmiechy gości wpatrzonych w ogień. Zimą w wierzbowych miskach leżą jabłka i orzechy, na dębowej desce powstają ciastka w kształcie serca, gwiazd i choinek, a w moździerzu pachnie cynamon i skórka pomarańczy.

Zimą magia przenosi się z lasu prosto do naszego wiejskiego domu i niewielkiej pracowni Magicznego Lasu…

Gang w Magicznym Parku

Wiewiórki teoretycznie są zimowymi leniami. Zapadają w długi zimowy sen lub tylko udają, że śpią i w swoich dziuplach samotnie przeczekują ochłodzenie. Nie pojawiają się w lasach ani parkach aż do wiosny. No, może czasami wyściubiają nosy, by zobaczyć, czy coś się zmieniło na świecie, czy ich zebrane na ciężkie czasy żołędzie zakiełkowały i czy przyjemne promienie słońca zwiastują koniec mrozów.

To wszystko nie dotyczy mieszkańców Magicznego Parku. Tutejsze wiewiórki nie gromadzą zapasów i nie mają zamiaru spędzać zimy w samotności. Od pierwszych dni swojego życia szkolą się w trudnej sztuce nawiązywania kontaktów z ludźmi, manipulowania, wykorzystywania emocji i pobierania opłat za pozowanie do zdjęć. Chętnych nie brakuje. Oswojeni i wytresowani przez te sympatyczne gryzonie ludzie, karnie przynoszą smakołyki. Wiewiórki nie są wybredne. Jedzą z ręki orzechy, żołędzie, młode pędy drzew, nasiona, a nawet ciastka. Może i nie ma ich w typowym jadłospisie wiewiórki, ale czego się nie robi, żeby dostawać jedzenie bez wysiłku.

O żadnym siedzeniu w dziupli nie ma mowy. Zimowi spacerowicze są łatwym celem. Zachwyceni brązowymi oczami, pięknym futerkiem i powabną kitką, nie dają się długo prosić. Szybko wydobywają z kieszeni kilka przysmaków.

Teoretycznie wiewiórki żyją samotnie łącząc się w pary tylko na chwilę. Te z Magicznego Parku są inne. Może i nie umawiają się na randki częściej niż normalne przedstawicielki tego gatunku, ale za to tworzą bandy oparte na zasadach wdrożonych w życie przez Robin Hooda. Nikt nie przejdzie bezkarnie przez ich park nie opłacając się tym niewinnie wyglądającym napastnikom.

Atak jest błyskawiczny i dobrze przemyślany. Szybka wspinaczka po nogawce, sprawna rewizja kieszeni i jednoczesny wgląd w zawartość torebek zazwyczaj przynoszą efekt. Takiej skuteczności nie powstydziłby się Billy Kid, którego rewolwerowe wyczyny obrosły legendą.

Napadnięty dla własnego dobra powinien mieć przy sobie kilka włoskich orzechów lub przynajmniej marchewkę, albo trzymać się z daleka od Magicznego Parku.