Kategoria: Las

Magiczny Las

Podobno drewno ma aż 30 000 zastosowań. Budują z niego domy, maszyny, robią instrumenty i notesy na pomysły. W Magicznym Lesie nas to nie dziwi. Nie robimy skrzypiec, ani notesów, ale pudełka na marzenia i miseczki pełne niczego, już tak. Zresztą, co by z niego nie zrobić zawsze wyjdzie coś pięknego, ekologicznego, naturalnego i zdrowego.

W drewnianym domu lepiej się oddycha, myśli i żyje. Wolniej rozwijają się grzyby i bakterie, rzadziej pojawiają się alergie, ale nie jest potrzebny cały dom, by się nim cieszyć. Drewno wiele potrafi wytrzymać. Nie straszne mu zabawy dzieci, uginanie się pod ciężarem odrabianych przy biurku lekcji i niedzielnych obiadów. Nie nudzi się, gdy domownicy rozgrywają długą partię szachów i gdy nieustannie miesza coś w garnku, żeby się nie przypaliło.

Drewno ociepla atmosferę w domu paląc się w kominku, przechowuje wino w beczkach i wpuszcza powietrze przez okienne ramy. Izoluje od zimna, chroni przed hałasem i jest po prostu piękne. Daje nieograniczone możliwości projektowania, wymyślania wzorów i nadawania charakteru wnętrzom. Dlatego właśnie w Magicznym Lesie zajmujemy się nim z pasją. Uwielbiamy zapach olejków eterycznych i tę chwilę, gdy pomysł poddany obróbce zmienia się w wygodne siedzisko, długą ławę lub skrzynię na skarby.

Najlepsze jest to, że drewno nigdy się nie kończy. To 100% naturalny surowiec, który na dodatek szybko się odnawia. Trochę słońca, wody, odpowiedniej gleby i już nic mu więcej do szczęścia nie potrzeba.

Zakazane smaki lasu

Mogłoby się wydawać, że las to enklawa wolności. Można by nawet ulec złudzeniu, że niepodzielnie rządzi tam natura. Nieostrożnie poczuć się wolnym od wszelkich nakazów i zakazów. Uwierzyć, że tuż za miastem w dzikiej głuszy, to już tylko wolność i swoboda nas czeka. Nic bardziej mylnego. I rzecz nie w regulaminie szczegółowo określającym, czego robić nie wolno poza miejscami, do tego przeznaczonymi, a co robić trzeba, żeby natura naturą pozostała. Trudno taki regulamin przeoczyć i zazwyczaj nie zawiera niespodzianek.

A o rozporządzeniu, a nawet trzech, nie można już tego powiedzieć. Tam kryje się wiedza tajemna o tym, jak nie zostać leśnym przestępcą i wykroczeń wszelkiej maści nie popełnić. Taki na przykład czosnek niedźwiedzi pełen witamin, soli mineralnych i właściwości zdrowotnych zerwany w naturalnym środowisku i zjedzony w sałatce, jest zielem nielegalnym. Zielarz- amator może go sobie kupić, ale zebrać już nie. Krem z topinamburu ze smardzami też nie przejdzie, bo smardze okupują listę grzybów całkowicie chronionych. Nie ma też co marzyć o dżemie z rokitnika.

Jeszcze do niedawna pomysł, by na podwieczorek przyrządzić kisiel kalinowy był pomysłem tyleż smakowitym, co i zbrodniczym. Po ostatnich zmianach w prawie, pozostał już tylko pracochłonnym, ale w pełni legalnym. Można już swobodnie przynieść ze spaceru konwalie, objadać się sromotnikiem bezwstydnym, chociaż jest smrodliwy i niesmaczny lub szmaciakiem. Ten dla odmiany pięknie wygląda i nieźle smakuje. Łagodnego smaku chrobotka reniferowego trudno jednak zakosztować po samodzielnym zbiorze. Po ten przysmak trzeba się udać do kopenhaskiej Nomy, ewentualnie pewnego Atelier w wielkim mieście.

Gang w Magicznym Parku

Wiewiórki teoretycznie są zimowymi leniami. Zapadają w długi zimowy sen lub tylko udają, że śpią i w swoich dziuplach samotnie przeczekują ochłodzenie. Nie pojawiają się w lasach ani parkach aż do wiosny. No, może czasami wyściubiają nosy, by zobaczyć, czy coś się zmieniło na świecie, czy ich zebrane na ciężkie czasy żołędzie zakiełkowały i czy przyjemne promienie słońca zwiastują koniec mrozów.

To wszystko nie dotyczy mieszkańców Magicznego Parku. Tutejsze wiewiórki nie gromadzą zapasów i nie mają zamiaru spędzać zimy w samotności. Od pierwszych dni swojego życia szkolą się w trudnej sztuce nawiązywania kontaktów z ludźmi, manipulowania, wykorzystywania emocji i pobierania opłat za pozowanie do zdjęć. Chętnych nie brakuje. Oswojeni i wytresowani przez te sympatyczne gryzonie ludzie, karnie przynoszą smakołyki. Wiewiórki nie są wybredne. Jedzą z ręki orzechy, żołędzie, młode pędy drzew, nasiona, a nawet ciastka. Może i nie ma ich w typowym jadłospisie wiewiórki, ale czego się nie robi, żeby dostawać jedzenie bez wysiłku.

O żadnym siedzeniu w dziupli nie ma mowy. Zimowi spacerowicze są łatwym celem. Zachwyceni brązowymi oczami, pięknym futerkiem i powabną kitką, nie dają się długo prosić. Szybko wydobywają z kieszeni kilka przysmaków.

Teoretycznie wiewiórki żyją samotnie łącząc się w pary tylko na chwilę. Te z Magicznego Parku są inne. Może i nie umawiają się na randki częściej niż normalne przedstawicielki tego gatunku, ale za to tworzą bandy oparte na zasadach wdrożonych w życie przez Robin Hooda. Nikt nie przejdzie bezkarnie przez ich park nie opłacając się tym niewinnie wyglądającym napastnikom.

Atak jest błyskawiczny i dobrze przemyślany. Szybka wspinaczka po nogawce, sprawna rewizja kieszeni i jednoczesny wgląd w zawartość torebek zazwyczaj przynoszą efekt. Takiej skuteczności nie powstydziłby się Billy Kid, którego rewolwerowe wyczyny obrosły legendą.

Napadnięty dla własnego dobra powinien mieć przy sobie kilka włoskich orzechów lub przynajmniej marchewkę, albo trzymać się z daleka od Magicznego Parku.