W oczekiwaniu na magię

W oczekiwaniu na magię

Jeszcze nie ma jej w kalendarzu. Nawet za oknem jej nie ma, a jednak niedługo przyjdzie. Czuć ją w mroźnym powietrzu wdychanym w drodze do stolarni, chrzęści pod stopami lekkim przymrozkiem na leśnej ściółce. Widać ją w szarawym ubarwieniu saren, które teraz chętniej odwiedzają nasz ogród i stołują się resztkami smakołyków. Czuć w smaku żurawiny, która lekko przemrożona stała się słodsza. Jest obecna w jarmużu, który zmiękł pod jej wpływem. Jest już w ozdobach, choinkach i opakowaniach prezentów. Jest w nartach przyniesionych już z piwnicy i w nasmarowanych sankach.

To wszystko znaczy, że już za chwilę pojawi się w pełnej krasie, ze swoim białym puchem, bajkowymi obrazami na szybach. Zaskrzy się drobinkami lodu i zawiśnie soplami na drzwiach stolarni. Znowu nas zaskoczy, czasem brakiem prądu, czasem zawianą śniegiem drogą ze stolarni do paczkomatu, a czasem szronem na nieobrobionych deskach.

I prawdę mówiąc, nie możemy się doczekać, żeby już przyszła i żeby była prawdziwa, siarczysta, biała. Nic nie może się równać przyjemności drewna w kominku, grzanego wina z goździkami i domowego bigosu mieszanego drewnianą łyżką. Zimą spotkania z przyjaciółmi smakują specjalnie. Zapach świec owiniętych w korę, świeży placek drożdżowy stygnący na drewnianej desce w kuchni i uśmiechy gości wpatrzonych w ogień. Zimą w wierzbowych miskach leżą jabłka i orzechy, na dębowej desce powstają ciastka w kształcie serca, gwiazd i choinek, a w moździerzu pachnie cynamon i skórka pomarańczy.

Zimą magia przenosi się z lasu prosto do naszego wiejskiego domu i niewielkiej pracowni Magicznego Lasu…

Dodaj komentarz